czwartek, 6 lipca 2017

Trump: Wojna cywilizacji


Krótka wizyta Donalda Trumpa w Warszawie przebiegła w dużej mierze zgodnie z przewidywaniami. Ogłoszono podpisanie wielomiliardowych umów na system artyleryjski HIMARS (pol. "Homar") oraz memorandum dotyczącego rakiet plot. Patriot w wersji PAC-3+ (pol. "Wisła"). Oba zakupy były już od dawna negocjowane a szczegóły dotyczące systemu Patriot będą jeszcze ustalane, bo na razie mamy do czynienia jedynie z listem intencyjnym. Wcześniej nie było pewności czy Amerykanie w ogóle zgodzą się na tę transakcję. Wiele uwagi poświęcono możliwym umowom handlowym polegającym na importowaniu amerykańskiego gazu LNG tak do Polski, jak i dalej do innych krajów regionu. Trump żartował, że następny kontrakt możemy podpisać nawet w ciągu 15 minut, na co Duda przytomnie odpowiedział, że zrobią to właściwe firmy państwowe, a nie rządy czy prezydenci. Nie ma się jednak co dziwić, wszystkie te umowy handlowe to perspektywa wieloletniej współpracy i kooperacji.
Z kolei spotkanie w ramach Trójmorza miało pokazać, że USA akceptuje tę inicjatywę (a w jej ramach Polskę jako lidera) i chętnie udzieli jej swojego wsparcia politycznego i handlowego. Trzeba pamiętać, że nie dla wszystkich reprezentowanych tam państw, wizja dostaw amerykańskiego gazu jest taka oczywista. Kilku członków ma silne związki z Rosją i ich udział w budowie alternatywy gazowej może stać pod znakiem zapytania. Nawet jeśli będzie odpowiednia wola polityczna, gazoport w Świnoujściu czy terminal na wyspie Krk to jeszcze za mało by słowo stało się ciałem. Potrzebny jest sam gaz oraz infrastruktura do jego przesyłu. Amerykanie zaprosili wszystkich zgromadzonych do rozmów. Trump powiedział mniej więcej tyle: jeśli chcecie być niezależni od monopolu rosyjskiego to my wam w tym pomożemy. Zapewnimy infrastrukturę, damy gaz i obie strony zrobią na tym dobry biznes. Musicie się dogadać między sobą co i jak, dajemy tylko możliwość, a wy sami musicie po nią sięgnąć. Dla wielu z obecnych przywódców był to też jeden z rzadkich momentów, w którym mogli zamienić kilka słów z prezydentem USA. Brzmi zabawnie ale małe państwa zazwyczaj po prostu czekają w kolejce na audiencję (i tak np: prezydent rodzimej dla Melanii Trump Słowenii skorzystał z okazji i zaprosił parę prezydencką do kraju), cenią więc takie chwile. Powtarzano, że inicjatywa nie jest wymierzona przeciwko Unii Europejskiej ale stanowi jej integralną całość. Jest po prostu platformą współpracy handlowej i infrastrukturalnej państw w osi północ-południe, a nie tradycyjnego ustawienia wschód-zachód. Zresztą, nie chodzi tylko o gaz ale też o Via Carpatia, połączenia kolejowe itp. To ważne, bo zdecydowanie zbyt wielu komentatorów myli Trójmorze z historyczną ideą Międzymorza, bytu alternatywnego wobec Unii Europejskiej o którym tutaj po prostu nie ma mowy. Tymczasem pierwsze porozumienia między firmami polskimi a chorwackimi mają być podpisane jeszcze w tym tygodniu. W przyszłym roku grupa spotka się w Bukareszcie, a w międzyczasie pracować będą zespoły robocze klarujące szczegóły współpracy. Tę inicjatywę należy docenić, a obecność amerykańskiego prezydenta w charakterze gościa honorowego na spotkaniu na pewno jej pomoże w realizacji zamierzeń.
We wcześniejszym wpisie, twierdziłem, że Donald Trump podobnie jak to zrobił np: podczas wizyty w Arabii Saudyjskiej, niejako mianuje regionalnego przywódcę. Zdania nie zmieniam bo dokładnie tak się stało. Musimy odrzeć to wydarzenie, ze wszystkich nic nie znaczących słów i gestów i skupić się na faktach. Wyznaczenie lidera nie odbywa się w warstwie słownej i poklepania po plecach (chociaż ustne potwierdzenie jest oczywiście istotne), tylko poprzez danie faktycznych narzędzi do realizacji tego celu. Polska jako jedyny poza USA kraj dostanie rakiety Patriot w najnowszej wersji, równolegle z US Army. To nic, że nim to nastąpi minie jeszcze kilka lat, a do wynegocjowania pozostaje właściwy kontrakt, offset i umowa towarzysząca (system "Narew" oraz radary). Polska będzie też mieć możliwość dystrybucji amerykańskiego gazu w regionie. Ma amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa i amerykańską armię na swoim terytorium. Niby o tym wszystkim wiemy od przynajmniej roku, ale teraz uzyskujemy osobiste potwierdzenie z ust nowego prezydenta, a za tym pójdą kolejne działania. Przechodzimy do realizacji następnego etapu tego obliczonego na lata planu polegającego na tym, by Polska była niezależna i wolna od rosyjskich nacisków. Nie będzie jej można zastraszyć rakietami Iskander z Kaliningradu ani szantażem gazowym jak to się dzieje obecnie. Co więcej, to swoje bezpieczeństwo i niezależność będzie w stanie eksportować na pozostałe kraje regionu. Na tym polega siła otrzymanych narzędzi, która poparta została zupełnie jasną deklaracją polityczną - Polska jest strategicznym sojusznikiem USA. Co nie znaczy, że ten czy jakikolwiek inny kraj odwali za nas całą robotę albo da nam technologie i rakiety za darmo. Trump bardzo wyraźnie podkreślał, że wysiłek na rzecz bezpieczeństwa jest także kolektywnym wysiłkiem finansowym wszystkich członków NATO. To co otrzymaliśmy jest tylko historyczną okazją do zbudowania siły i niezależności naszego kraju, którą miejmy nadzieję nasze władze w pełni wykorzystają. Powtarzam, w tej części wizyty obyło się bez niespodzianek.
Jednak tym na co wszyscy tak naprawdę czekali było przemówienie Donalda Trumpa na pl. Krasińskich w Warszawie. Historycznym miejscu ozdobionym ogromnym pomnikiem Powstania Warszawskiego. Oczywiście, był to jeden wielki show. Z jednej strony poinstruowane grupy widzów skandowały co i rusz imię amerykańskiego prezydenta. Z drugiej, Trump odwdzięczał się licznymi komplementami, ukłonami i deklaratywnym uwielbieniem dla Polski i Polaków. Brak tu miejsca na pełną analizę tekstu (linki do transkrypcji podaję poniżej) dlatego skupię się tylko na drugiej części przemowy. Pierwsza - stanowiła bardzo szczegółowe odwołanie historyczne. Była miła dla ucha ale bez większego znaczenia ponad to jedno, że nasza narracja historyczna dostała darmową reklamę (co ma swoją wartość). Miłe słowa dla Polaków miał zawsze, każdy z odwiedzających nas amerykańskich prezydentów. Fakt, że Trump zaskoczył wklepaną na piątkę wiedzą i dla odmiany nie pomylił Powstania Warszawskiego z Powstaniem w Getcie, liczy mu się na plus. Cały ten historyczny wykład poza politycznym marketingiem był tylko wprowadzeniem do drugiej części adresowanej do świata, a nie Polaków.
A w niej Donald Trump przedstawił ideowe cele swojej prezydentury oraz wezwał Zachód do jedności i walki w obronie wartości: wiary w Boga, rodziny, wolności osobistej, a także osiągnięć zachodniej cywilizacji. Stanął w obronie jej tradycji i historii oraz zwyczajów. Takie odwołanie do Boga i religii nie zdarzyło się żadnemu zachodniemu przywódcy od bardzo wielu lat. W swojej wizji Trump przedstawił zagrożenia: terroryzm, ekstremizm, czy poddanie się obcej dominacji kulturowej. W ujęciu państwowym dodał także agresję militarną, propagandę, przestępstwa finansowe czy wojnę cybernetyczną. W tym kontekście wymienił działania Rosji, jej ingerencję na Ukrainie i w Syrii, a także Iran czy Północną Koreę. A do nich dodał jeszcze wszechobecną biurokrację jako siłę zabijającą ducha wolności, robiąc oczywiste choć nienazwane nawiązanie do Unii Europejskiej w rozumieniu administracyjnym. Temu wszystkiemu przeciwstawił zachodnią cywilizację - jej wolność, pluralizm, otwartość, chrześcijańskie korzenie, historię, chęć ciągłego rozwoju i zdobywania wiedzy. Stwierdził, że żadne posiadane pieniądze i technologia nie zastąpią woli i przekonania, by zwyciężyć niebezpieczeństwa. Na przykładzie Polski udowadniał, że czasem tylko wiara i niezłomność pozwalają przetrwać. Powiedział, że Europa musi się zdecydować, czy chce bronić swojej tożsamości czy też zniknąć i nieodwracalnie utracić zdobyty przez lata dorobek. Niemal dosłownie wzywał do zamknięcia granic i zdecydowanej polityki migracyjnej. Przypomniał o potrzebie zbrojeń i zapewnił, że USA wypełni zobowiązania wynikające z art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego ale tego samego oczekuje od innych. Swojej przemowy nie adresował tylko do rządów ale i zwykłych obywateli. To oni stanowią sól ziemi, prawdziwe serce zachodniej kultury stanowiące o jej sukcesie i przetrwaniu. Amerykański prezydent rzucił Unii Europejskiej wyzwanie, sięgnął po przywództwo. Nie tylko fizyczne, oparte na sile militarnej i gospodarczej jak dotychczas, ale ideologiczne. Wezwał do powrotu do korzeni i obudzenia się z prowadzącego do zagłady marazmu i niezdecydowania. Zaproponował to, czego Zachodowi od dawna brakowało. Koherentnych, uniwersalnych dla naszej kultury wartości, wokół których warto się organizować i które warto bronić. A które poprawność polityczna Europy od dawna spychała w niebyt. Nazwał po imieniu to, o czym od dawna mówią eksperci i coraz bardziej radykalnie nastawione grupy walczące z establishmentem - wojna cywilizacji. A nie ma obrony przed obcą doktryną bez odwołania się do własnej, równie silnej koncepcji.
To była ważna deklaracja i ważna przemowa, a Polska wpisała się w tę narrację wprost idealnie. Na razie w naszych mediach przemknęła niezauważona. Na razie na świecie więcej mówi się o Korei Północnej. Nie mam wątpliwości, że usłyszano ją na szczycie G20 chociaż wszyscy czekają na spotkanie Trump - Putin. W każdym razie, tzw. alt-prawica na pewno tego tematu nie przepuści a to znaczy, że wkrótce internet spopularyzuje to przemówienie.

Linki do transkrypcji przemówienia:

Wersja angielska

Wersja polska