poniedziałek, 19 czerwca 2017

Arabia ma Katar


Nie tak dawno pisałem o wizycie Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie i skutkach jakie wywołała a już mamy kolejne jej efekty. Wydawało się jasne, że mianowana na głównego sojusznika USA w regionie Arabia Saudyjska wkrótce rzuci wyzwanie Iranowi. Nie spodziewałem się jednak, że nastąpi to w zaledwie kilka dni później.



 
 
 
 
 
A chodzi o Katar. Niewielkie państwo położone nad Zatoką Perską, rządzone przez ambitnego i charyzmatycznego szejka Tamima Al Thaniego. W pierwszy czerwcowy poniedziałek, media zalały doniesienia informujące, że Arabia Saudyjska w trybie natychmiastowym zrywa z tym krajem wszelkie relacje dyplomatyczne. Powodem miały być polityka Kataru, wspieranie terroryzmu i przychylność wobec Iranu. Kroplą, która przelała czarę goryczy było opublikowanie proirańskich komentarzy szejka Kataru przez serwisy telewizji Al-Jazeera. W ślad za Saudami podążyli ich lokalni sojusznicy: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Egipt, oraz kilka innych państw związanych z Saudami. W ślad za wydaleniem dyplomatów w trybie natychmiastowym wprowadzono blokadę graniczną: lądową, morską i powietrzną Kataru, wstrzymano wysyłkę i odbiór poczty, zablokowano nadawanie sygnału telewizji Al-Jazeera, wydalono obywateli katarskich, a także jednostronnie zakończono udział katarskiej misji wojskowej w wojnie w Jemenie (po stronie saudyjskiej koalicji). Katar jest niewielkim państwem położonym na wychodzącym w wody Zatoki Perskiej półwyspie. Jedyną granicą lądową jest ta z Arabią Saudyjską, a morską zamykają wspólnie Bahrajn i Zjednoczone Emiraty Arabskie, pozostawiając jedynie otwartą drogę na Iran od północy. Dodatkowym utrudnieniem jest pełnienie nadzoru informacyjnego lotów (tzw. FIR - Flight Information Region) wokół znacznej części zachodniego i północnego Kataru przez Bahrajn. Oznacza to tyle, że loty Qatar Airlines nie mają (upraszczając sprawę) parasola informacyjnego, wobec czego z uwagi na międzynarodowe przepisy bezpieczeństwa nie mogą korzystać z tej przestrzeni pomimo, że jest ona częścią przestrzeni lotniczej Kataru. Miejscowym liniom lotniczym pozostaje więc tylko lot przez terytorium Iranu co praktycznie eliminuje możliwość obrania destynacji w kierunkach zachodnich. To spory cios dla tego przewoźnika. Dodatkowo, wszelkie pozostałe loty (tj innych przewoźników) miały być uzgadniane z 24 godzinnym wyprzedzeniem.



W kolejnym ruchu, saudyjska dyplomacja jeszcze podbiła stawkę ogłaszając dziesięciopunktowe ultimatum, którego całkowite spełnienie miało być warunkiem zniesienia blokady. Treści żądań nie ujawniono, poza wzmiankami, że chodzi m.in. o zerwanie kontaktów z Iranem i zaprzestanie finansowania Bractwa Muzułmańskiego, zamknięcie telewizji Al-Jazeera i wydalenie azylantów z Hamasu. O ile realizację drugiego punktu można jeszcze sobie wyobrazić (przynajmniej teoretycznie) o tyle pozostałe stanowią o podmiotowości tego państwa w świecie arabskim. Katar i Iran wspólnie eksploatują bogate złoża ropy położone na wodach terytorialnych obu państw. Zresztą Doha (stolica kraju) odrzuciła oskarżenia i jak donosiły media, wyciągnęła z magazynów czołgi wysyłając armię na saudyjską granicę. Swoją pomoc logistyczną (np: żywność) dla Kataru zadeklarował Iran, Rosja a także Turcja. Parlament tej ostatnie w trybie błyskawicznym przyjął ustawę pozwalającą na wysłanie do Kataru między 3000 a 5000 żołnierzy w ramach wsparcia. Żołnierzy, którzy w razie saudyjskiej inwazji mają zapewne stawić zbrojny opór. Neutralność w całej aferze próbują zachować Oman i Kuwejt, który stara się szukać porozumienia między zwaśnionymi stronami ustawiając się w roli mediatora. Tylko, że saudyjska koalicja nie jest zainteresowana pokojowym rozwiązaniem. Eksperci całkiem serio mówią o realnym zagrożeniu wojną. Na terenie Kataru swoją bazę ma lotnictwo USA i Wielkiej Brytanii. Operujące z niej samoloty działają zarówno w Afganistanie jak i Iraku. Każdy konflikt w pobliżu drastycznie ograniczy jej funkcjonalność. Być może z tego powodu USA starają się zachować w całej aferze możliwie neutralnie. Chociaż jak zawsze chodzi też o biznes. Katar w kilka dni po wprowadzeniu blokady podpisał kontrakt z USA na dostawę myśliwców F-15 za kwotę 12 mld dolarów. Podobne kontrakty podpisał zresztą wcześniej z wieloma innymi krajami Europy. W ciągu ledwie kilku lat katarska armia ma się stać jedną z najnowocześniejszych w regionie.

Czy sięgająca po regionalne przywództwo Arabia Saudyjska, postanowiła podporządkować sobie rywala póki jest relatywnie słaby militarnie? To pewnie jeden z czynników.



Żeby była jasność. Tak Arabia Saudyjska jak i Katar finansują terroryzm. Jest głównym sponsorem wielu salafickich organizacji, w tym Bractwa Muzułmańskiego (obalonego przez armię w Egipcie), czy Tahrir al-Sham (syryjska Al'Kaida). Wspiera jeden z rządów w Libii (ten zachodni), ma świetne relacje z afgańskim Talibanem. A telewizja Al-Jazeera jest oczywiście tubą propagandową wykorzystywaną do szerzenia katarskiego punktu widzenia w świecie arabskim. Ale mimo tego całego soczyście sunnickiego 'podłoża', świetnie dogaduje się z szyickim Iranem czy USA. Wykształcony na zachodzie szejk Tamim al-Thani "chwyta wiele srok za ogon" prowadząc bardzo wszechstronną politykę obliczoną na wzrost znaczenia tego maleńkiego państwa tak w regionie jak i na świecie poprzez rozbudowę formalnych i nieformalnych powiązań międzynarodowych. Jest przecież właścicielem topowej francuskiej drużyny piłkarskiej Paris Saint-Germain F.C., co z kolei przełożyło się (przez koneksje i łapówki) na to, że ten pozbawiony sportowej infrastruktury pustynny kraj, wygrał organizację mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 roku. Eksportuje ropę i gaz ze swoich złóż, których odbiorcą jest wiele państw, w tym także Polska. Wiązał się militarnie z Saudami, biorąc czynny udział np: w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, czy do niedawna w wojnie domowej w Jemenie. Tym sposobem kraj o teoretycznie niewielkim potencjale stał się jednym z głównych rozgrywających w regionie. Dużo powyżej swoich faktycznych możliwości (wystarczy powiedzieć, że na 2.5 mln mieszkańców tylko ok. 17% stanowią rodowici Katarczycy - pozostali to ekspaci i pracownicy fizyczni) i to właśnie przeszkadza wielkiej (33 mln mieszkańców) Arabii Saudyjskiej.



Arabia Saudyjska czuje się kolebką świata muzułmańskiego (wiadomo - Mekka, Medyna) i jako taka jest w swoim mniemaniu predestynowana do bycia jedynym jego przedstawicielem w światowym porządku. W ujęciu historycznym i religijnym, jej emploi wywodzi się z czasów Emiratu Dirijji oraz początków wahhabizmu. Jak zgrabnie opisał dr Wojciech Szewko w swoim artykule "Blokada Kataru czyli wojna o Al-Jazeerę" (BiznesAlert.pl), Saudowie prezentują islam zinstytucjonalizowany, tymczasem Bractwo Muzułmańskie (czyli pośrednio Katar) to islam wywrotowy i antysystemowy (a także w pewnych aspektach mniej radykalny). To kolejny czynnik, leżący u podstaw obecnego konfliktu między tymi państwami. Saudowie świetnie zdają sobie sprawę, że dużo groźniejsza od bieżącej dyplomacji Kataru czy nawet finansowania zbrojnych grup, jest szerzona przezeń ideologia mogąca doprowadzić do głębokich przemian społecznych.



Idzie więc nie tylko o dominację polityczną, ale także o rząd dusz w całym świecie arabskim. Tak jak pisałem w "Globalnej Grze" - o budowę (w pewnej perspektywie) Kalifatu, tudzież Emiratu. A chrapkę na to ma nie tylko Arabia, ale też Turcja. Stąd ta pozornie dziwna koalicja turecko-katarska.



Mija właśnie ostatni dzień dany obywatelom Kataru na opuszczenie terytorium państw "blokujących". Walki między wspieranymi przez obie strony syryjskimi grupami zbrojnymi rozgorzały z nową siłą. Iran, otrzymał bolesny cios w postaci ataku terrorystycznego na parlament (sprawcą Daesh), na co odpowiedział pierwszym w historii bojowym użyciem rakiety średniego zasięgu Shahab3 (przeleciał prawie 1 tyś. km) rażąc siły Kalifatu pod Dajr-az-Zaur. Liczne ataki terrorystyczne nastąpiły też w Egipcie i Iraku. W odpowiedzi na tureckie ataki oraz misję wojskową do Kataru, syryjscy Kurdowie (SDF) wystąpili z propozycją współpracy z Arabią Saudyjską. Z kolei ich iraccy kuzyni ogłosili referendum na temat niepodległości, czemu sprzeciwił się rząd w Bagdadzie. Rosja wraz z rządowymi siłami syryjskimi, odcięła Amerykanom i ich rebelianckim sojusznikom drogę z Iraku do środkowej Syrii, komplikując plany odbicia Rakki i pozostania w syryjskiej grze. W odpowiedzi, kilka dnia później Amerykanie strącili syryjski samolot. Wydarzenia zaczynają toczyć się coraz szybciej.



Wydaje się, że Katar powinien się ukorzyć, a zakulisowe działania dyplomacji zmiękczą też stanowisko Saudów. Tylko czy zaangażowanym stronom naprawdę na tym zależy? A może chodzi o teatr, który miałby podnieść cenę ropy?


Być może znajdujemy się na chwilę przed rozpoczęciem nowej fazy bliskowschodniego konfliktu, w której ostatecznie zawali się dotychczasowy porządek rzeczy. A co powstanie w tych odległych piaskach pustyni gdy opadnie bitewny kurz, nie sposób dziś odgadnąć.